- Nie trzeba, dzięki. - przesunąłem się nieco robiąc jej miejsce.
Pogadaliśmy jakiś czas, nagle przyszedł lekarz mówiąc że był to jakiś lek, który u osób które nie powinni go zażywać wywołuje halucynacje. Super, tylko że ja nic nie brałem, chyba że ktoś mi to do picia wkruszył... gdy poszła z każdą minutą było gorzej, patrząc na sąsiednie łóżko widziałem mamę i mnie przy nim, gdy powoli umierała... zawołałem lekarza.
- Czy jeśli nie będę walczył przez pewien okres czasu, siatkówka się nie odklei? - spytałem.
- Tak, lecz musisz uważać żeby ci nikt nie przywalił i właśnie nie możesz walczyć, ale nikt nie mówi że zawsze. - wzruszył lekko ramionami.
- Muszę tu jeszcze zostać?
- Cóż, nic się nie dzieje, rano byśmy cię wypuścili.
- A teraz?
- Nie, musimy zobaczyć czy nie ma żadnych skutków ubocznych.
Westchnąłem po czym ponownie się położyłem i nim się zorientowałem, usnąłem. [...] Szedłem do domu, aż nie natknąłem się na Taigę która prawdopodobnie szła do pracy.
- Jak dziecko. - westchnęła.
- Sami mnie wypuścili, jak chcesz to ci wypis pokażę. - wzruszyłem lekko ramionami. - No ale kazał mi uważać na to oko i zaprzestać z treningami na jakiś czas. - westchnąłem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz